Ajahn Brahm: Jeśli możesz coś zrobić ze złymi rzeczami, to dobrze, jeśli nie możesz nic zrobić, sam nie bądź zły.
Zachowaj spokój, a gdy nie ma nic do zrobienia, nic nie rób. Nie rób czegoś po prostu, żeby robić. Usiądź.
Naucz się, jak być spokojnym, a odkryjesz tę niesamowitą prawidłowość. Czasami, gdy nic nie robisz, życie się zmienia i wszystko staje się lepsze, a kiedy próbujesz ingerować, pogarszasz sytuację.
Depresja to jedna z najczęściej występujących chorób, powodująca wiele cierpienia, często prowadzi do samobójstw - które dzisiaj zdarzają się zbyt często. Mówi się, że to plaga współczesności.
To podstępna choroba, potrafi namieszać w głowie, aż w końcu człowiek nie widzi sensu dalszego życia.
Dlaczego tak się dzieje, zastanawiają się lekarze, psychoterapeuci szukają środków zaradczych.
Mój ulubiony buddysta Ajahn Brahn*, bardzo popularny, ceniony przez ogromne rzesze ludzi na całym świecie, ze swym specyficznym poczuciem humoru potrafi wyłożyć 'kawę na ławę' w każdym życiowym problemie w tym tak trudnej - DEPRESJI.
Uwielbiam go słuchać i robię to niemal codziennie, w temacie depresji jest Mistrzem (przez duże M).
Nie wystarczy raz wysłuchać wykładu, umysł potrzebuje regularnego treningu, posobnie jak mięśnie. Nie ma większego sensu chodzenie do specjalistów, gdyż to wymaga bardzo dużo wizyt, co wiąże się z kosztami,... Sasana ma wiele wspaniałych wykładów do odsłuchania w każdym dogodnym dla każdego czasie... i to bezpłatnie...Oczywiście dobrowolne wpłaty mile widziane, tłumaczenia są czasochłonne i strona sasana je opłaca... każdy może wesprzeć - link pod filmikiem. Dla mnie to cud, że jeszcze nie zwariowałam. Zawdzięczam to Ajahnowi Brahmie (dzięki Sasana!)
A oto króciutki przykład, ale jakże dosadnie powiedziany przez Ajahna: jeżeli zbierasz wszystkie gówna ze swojej przeszłości i nosisz je wszędzie ze sobą, to co tak naprawdę nosisz? ogromną torbę śmierdzących, ciężkich gówien na swych barkach. Po co zbierać gówno w życiu? Chodzi mi o to: to co zdarzyło się w przeszłości, zostawcie, zapomnijcie, niech zgniją gdzieś w otchłani wszystkie błędy, tragedie, wszystkie rzeczy, które poszły nie tak, po co to wnosić do teraźniejszości?
Czcigodny Ajahn Brahmavamso Mahathera (znany jako Ajahn Brahm), właściwie Peter Betts, urodził się w Londynie 7 sierpnia 1951 roku. Obecnie Ajahn Brahm jest opatem klasztoru Bodhinyana w Serpentine w Australii Zachodniej, Dyrektorem ds. Duchowych Buddyjskiego Towarzystwa Stanu Australia Zachodnia, Doradcą ds. Duchowych przy Buddyjskim Towarzystwie Stanu Wiktoria, Doradcą ds. Duchowych przy Buddyjskim Towarzystwie Stanu Australii Południowej, Patronem Duchowym Bractwa Buddyjskiego w Singapurze oraz Patronem Duchowy ośrodka Bodhikusuma Centre w Sydney.
Które z wyrzeczeń są mądre? Buddyjska odpowiedź na to pytanie współbrzmi z inną amerykańską regułą: – mądre wyrzeczenie to takie, gdy zyskujesz większe szczęście, rezygnując z mniejszego; tak jakbyś zamienił torbę cukierków na pół kilo złota. Innymi słowy, mądre wyrzeczenie jest jak zyskowny handel. W tradycji buddyjskiej to bardzo stara analogia. „Zrobię wymianę” – powiedział kiedyś buddyjski uczeń: „starość na Bezśmiertelność, spalanie się na Nieuwiązanie: najwyższy spokój na niezrównaną wolność od więzów”. Czy jest możliwe praktykowanie wyrzeczenia w kontekście współczesnego tygodnia pracy?
Taki jest motyw przewodni mojego bloga. Na tym głównie skupiają się wszelkie tutaj wpisy, gdyż wierzę, że jest to możliwe.
W ostatnim tygodniu rozmawiałam z młodym chłopakiem, który opowiedział mi historię życia swojej prababci. Opowiadał mi o niej już wcześniej często, np. gdy miała 104 lata, później 105 ... i zawsze była to osoba sprawna fizycznie, psychicznie i umysłowo. Pokazywał mi zdjęcie swojej prababci.
W tym ostatnim tygodniu powiedział mi, że prababcia zmarła mając 107 lat. Dodał jednak, że przyczyną śmierci nie był wiek prababci. Prababcia w wieku 107 lat była nadal sprawna, aż do momentu, gdy pewnego razu spadła w nocy z łóżka. Poturbowała sobie biodra, miednicę (pęknięcia w kościach) i została umieszczona w tzw. Domu Spokojnej Starości.... w domu już nie miał kto się nią zaopiekować. Prababcia wszystkich domowników przeżyła.
Po tym niefortunnym upadku, żyła w DSS jeszcze parę miesięcy.
W.g mojego rozmówcy, który odwiedził swoją prababcię w ubiegłym roku w czasie wielkanocnych świąt (jeszcze przed upadkiem), prababcia absolutnie nie wyglądała na taką, której już blisko końca.
Jak wyglądało życie tzw. długowiecznej prababci? Starałam się dowiedzieć wszystko co możliwe.
Prababcia była osobą niezwykle pogodną, cieszyła się każdym dniem, nie zamartwiała się problemami życia codziennego. To nie było w jej naturze. Jej naturą była radość i pogodne podejście do życiowych sytuacji.
Urodziła się w Polsce, a tuż przed 60-tym rokiem swego życia postanowiła zobaczyć Wielki Świat. Wyjechała za tzw. Wielką Wodę czyli do USA do swojego młodszego brata. Zamieszkali razem.
Jednak nie w wielkim mieście, ale sporo od miasta w skromnym wiejskim domku.
Prababcia pracowała w USA tylko do emerytury i ani dnia dłużej, czyli ok. 3 lata.
Domek był skromny, ale miał wszystko co potrzeba, żeby spokojnie żyć. Prababcia prowadziła domową kuchnię sama, skromną, wg. swojej wiedzy i intuicji. Wszystko co potrzebowała rosło koło domu. Drzewa i krzewy owocowe, warzywa, zioła... a po podwórku biegały sobie kurki.
Niczego nie kupowała w sklepach.
Nie interesowała się żadnymi dietami, fitnessami, kosmetycznymi botoksami...
Jadła to co rosło, robiła też posty, gimnastyką był dla niej ruchliwy, aktywny tryb codziennego życia. Była osobą szczupłą.
Nigdy nie była u lekarza, nie zażywała żadnych leków. ... nie myślała o chorobach.
Tryskała zdrowiem, a pamięć miała lepszą niż dużo młodsze pokolenie. Gdy trzeba było sobie przypomnieć jakieś wydarzenie z życia rodziny - telefon do prababci i już było pewne, że nie ma pomyłki.
Wnioskuję z tego, że jednym z sekretów tzw. długowieczności jest przede wszystkim - niestresogenny styl życia.
Krótko mówiąc - bardzo proste, tanie i dla każdego dostępne zadanie...
Prababcia mogła... i my możemy.
Statystycznie jednak okazuje się, że w dzisiejszym czasie to właśnie STRES jest największą przyczyną utraty zdrowa, zarówno fizycznego, mentalnego i psychicznego, a także najskuteczniej rujnuje i skraca nam życie.
Dodać też muszę, że bardzo często najtrudniejszym problemem do przezwyciężenia.
Głównie dlatego, że stresu nie można wyrugować z podświadomości ot tak, za jednym machnięciem jakąś techniką lub ... tabletką.
Podobnie jak sportowiec, który buduje masę mięśniową i trenuje kondycję fizyczną, aby osiągnąć wymarzone wyniki sportowe, nie osiągnie tego w szybkim czasie. Pracuje na swoje efekty systematycznie każdego dnia.
Na szczęście są różne techniki z których możemy korzystać. Trzeba tylko być uczciwym wobec siebie i przyznać się przed samym sobą szczerze: nie radzę sobie ze sobą, stres mnie niszczy, mam tego dość! Koniec! Zabieram się za realizację swoich marzeń!
Pragnę żyć spokojnie, odnosić sukcesy z uśmiechem na twarzy.
Jak bez stresu odnieść sukces i robić wiele różnych rzeczy, i stać się mistrzem w swojej dziedzinie. Jak dużo osiągnąć, ale bez zmęczenia umysłu. Innymi słowy, jak używać umysłu w sposób efektywny – a to jest coś, w czym buddyzm jest naprawdę dobry.
I są techniki, które można wykorzystać, żeby odnieść sukces bez stresu w jakiejkolwiek dziedzinie, żeby być człowiekiem sukcesu z uśmiechem na twarzy.
Z porad słynnego mnicha Ajahna Brahma
Po pierwsze: nie noście ze sobą swojej przeszłości.
Bo jeśli ciągle nosicie ją ze sobą i roztrząsacie, co się stało, co ktoś zrobił, co ktoś powiedział, to zajmuje to tyle przestrzeni w waszym mózgu, że prawie nic wam nie zostaje, żeby wykonać obecne zadanie. Jak możecie pracować, skoro aż tyle procent waszego umysłu jest zajęte rozmyślaniem, dlaczego ktoś coś zrobił, dlaczego ktoś coś powiedział i przez wszystkie inne okropne rzeczy, które sami zrobiliście. Nie stać nas na marnowanie zasobów naszego umysłu.
Żeby odnieść sukces, potrzebujemy tyle energii, że nie stać nas na to, żeby trzymać się przeszłości. Jedną z pierwszych rzeczy, których się uczymy na temat sukcesu w życiu, jest to, że trzeba uwalniać się od przeszłości chwilę po danym wydarzeniu. Żeby nic nie zatrzymywać. Żeby mieć zawsze pusty bagaż. Wyobraźcie sobie, jak dużo wolności byłoby w waszym życiu. Jak umożliwiłoby wam to, odniesienie sukcesu w chwili obecnej – gdybyście mogli całkowicie i natychmiast uwolnić się od tego, co się przed chwilą wydarzyło. A jeśli nie możecie tego zrobić, to spróbujcie przynajmniej uwolnić się od złych rzeczy, które wydarzyły się w przeszłości. Dobre rzeczy nie zajmują w umyśle, aż tyle miejsca, ale te wszystkie negatywne doświadczenia z całego życia…
Kolejną rzeczą, która sprawia ludziom trudność jest... martwienie się o przyszłość.
Spędzamy całe dnie, martwiąc się o to, co się może stać. To zajmuje jeszcze więcej przestrzeni w umyśle. Nic dziwnego, że mamy trudności z osiągnięciem sukcesu w teraźniejszości i z cieszeniem się życiem.
To się nazywa świadomość chwili obecnej.
Te i wiele innych swoich sztuczek A. Brahma dzięki którym można uwolnić się ze stresu....możemy wyłapać w tym pięknym przekazie - Sukces bez stresu Ajahn Brahm
Z kontrolowania rodzi się frustracja, a z frustracji gniew. Jesteś tak zmęczony i sfrustrowany, że zaczynasz odczuwać złość. A złość kieruje nas w niedobrą stronę. Ze złości ludzie robią głupie rzeczy: krzywdzą się i biją, nawet zabijają. Ze złości bierze się agresja na drodze.
Myślę, że świat byłby lepszym miejscem, gdybyśmy pracowali mniej i więcej wypoczywali. To pewnie kontrowersyjna idea, ale być może możecie pracować trochę mniej. Będziecie zarabiać trochę mniej, wasze samochody nie będą idealnie umyte i wysprzątane, ale będziecie szczęśliwsi, spokojniejsi i mniej marudni. Czy nie byłoby wspaniale?
W filmie dokumentalnym z 2014 roku Marcin Fabjański opowiada o swoim dwutygodniowym pobycie w Puszczy Białowieskiej i o dostrajaniu się w niej do procesu życia. We wstępie padają znamienne słowa: są ludzie, którzy patrząc na wiekowe dęby widzą przepływ czasu. To tacy ludzie zbudowali z tych dębów stolicę świata, nie ścinając ani jednego drzewa.
Znamienne są też słowa samego Fabjańskiego, który na początku mówi o usuwaniu w miastach niepotrzebnych elementów krajobrazu: przestrzeń w mieście jest porządkowana, śmieci są usuwane, tak samo opadłe konary w parkach, starzy ludzie usuwani są do domów starców, natomiast w puszczy proces życia pojawia się nieunikniony, w takiej postaci w jakiej jest.
Czy da się jeszcze przejść w ten sposób po puszczy, czy dokument ten ma już wartość historyczną?
Medytacja Miłującej Dobroci to najpiękniejsza medytacja jaką miałam przyjemność doświadczyć.
Naprawdę działa! Wasze pokoje są czyste, wasze umysły są czyste, wasze życia są nieskazitelne, perfekcyjne. Czy kiedykolwiek zauważyliście, że pomieszczenia przez krótką chwilę wydają się posprzątane, a potem te wszystkie rzeczy jakoś do nich włażą? Ale mamy metodę, dzięki której możemy zatrzymać porządek w pokojach między naszymi uszami na długi, długi czas. Również pokoje w waszych klatkach piersiowych, tutaj, w waszych sercach, będą promienne przez długi, długi czas. W jaki sposób? Możliwe jest to dzięki praktykowaniu metty, miłującej dobroci.
Za jednym z komentatorów: "oglądałem to już ze sto razy z napisami, ale z lektorem obejrzę jeszcze dwieście", powiem:
Tak, też oglądałam, czytałam, słuchałam wiele razy! Z przyjemnością wracam odświeżyć tą wiedzę, która pogrzebana natłokiem wielu ciągle płynących in-i dez-informacji wymaga uaktualniania. Naprawdę warto poznać tajemnicę radzenia sobie z trudnymi ludźmi! To recepta na szczęśliwe życie podana na tacy. Zrozumiesz, bez gonitwy za dobrym psychologiem.
Mnóstwo dobrych dowcipów, dzięki którym łatwo zrozumieć i zapamiętać tą ważną w codziennym życiu lekcję.
Aby nauczyć się żyć z trudnymi ludźmi, musisz w pierwszej kolejności nauczyć się żyć z trudnym sobą. Jak tylko zrozumiesz, kim jesteś, kiedy zaakceptujesz siebie z pewną dozą życzliwości, spłynie na ciebie spokój. Właściwie najpotężniejszym wglądem, który można uzyskać, jest ten brzmiący „Jestem w porządku”. Kiedy zdasz sobie sprawę, że właściwie nic ci nie dolega. Jesteś doskonały taki, jaki jesteś. Nie wierzycie w to, dlatego ciągle usiłujecie zmieniać samych siebie. Kiedy zawrzecie z wami samymi pokój i zaakceptujecie siebie takimi, jakimi jesteście, staniecie się swoimi własnymi kumplami i nigdy nie będziecie samotni, bo przecież zawsze JESTEŚCIE. Samotni ludzie to tacy, którzy się nie lubią. Oni sami są największym problemem, największą trudnością....
Tak więc jedynym powodem, dlaczego uważasz, że inni uprzykrzają ci życie jest fakt, iż ty sam siebie uważasz za upierdasa. Jeśli więc jesteś w stanie uzdrowić problem, zawrzeć pokój ze samym sobą i trochę wyluzować, zaakceptować siebie, wtedy możesz odkryć, że jesteś również w stanie zaakceptować wszystkie inne stworzenia.
Sztuka słuchania i chrapanie jak symfonia Beethovena.
Bardzo lubię mądrości buddyjskie. Wybrałam na dzisiaj fragment z "Sztuki Słuchania" mówiący o tym w jaki sposób należy mądrze słuchać. Ciekawa i przydatna lekcja, gdyż nieumiejętność słuchania jest przyczyną wielu niepotrzebnych problemów w relacjach międzyludzkich.
Autorem "Sztuki słuchania" jestAjahn Brahm, pełen dobrego humoru buddyjski mnich, nauczyciel, wykładowca. Uwielbiam słuchać nauki, które przekazuje. Dzięki za tłumaczenia stronie: http://sasana.pl
Jeśli nie reagujesz na to, co mówią inni, to ludzie nie są w stanie cię obrazić albo zdenerwować. Bo umiesz słuchać. A często stąd się biorą nasze problemy:
nie z tego, co ludzie mówią;
z tego, jak my słuchamy.
A jeśli ktoś faktycznie na ciebie wrzeszczy? Zastanawiam się nieraz dlaczego ludzie w ogóle to robią. Ludzie wrzeszczą i przeklinają kiedy mają paskudny nastrój, i to co mówią, świadczy o nich o wiele bardziej niż o tobie. Jeśli ktoś na mnie krzyczy i krytykuje mnie, to pokazuje mi co czuje. To nieszczęśliwa osoba, której pewnie przytrafiło się dziś coś niemiłego i bardzo cierpi. I przytulam go po tej lawinie wyzwisk.
Poza kontrolowaniem tego, jak mówimy, możemy zrobić coś jeszcze: możemy przyjąć odpowiedzialność za to, w jaki sposób słuchamy.
Dzisiejsze spotkanie będzie dotyczyło właściwego słuchania, albo słuchania mądrze i z życzliwością. Nie wiń swojej żony za to, że gdera. To nie jej wina, że tak to słyszysz; to dlatego, że nie słuchasz tak jak powinieneś.
W jaki sposób należy słuchać? Po pierwsze, mamy dwoje uszu. Dlaczego? Po to, żeby jednym wlatywało, a drugim wylatywało. To dlatego, jeśli twój mąż mówi coś okropnego, a ty się denerwujesz, to dzieje się tak dlatego, że nie umiesz słuchać mądrze. Jeśli ktoś mówi coś nieprzyjemnego, to niech to wyleci drugim uchem. Jeśli powie coś miłego, to szybko zatkaj jedno ucho, żeby słowa nie uciekły.
Mamy wybór co do tego, w jaki sposób słuchamy tego, co słyszymy.
U sąsiadów jest pies, który szczeka kiedy my medytujemy.
Tak też słucham szczekania psów. Czasami to jest irytujące, psy szczekają w nieodpowiednich momentach; jestem na progu oświecenia, a tu pies zaczyna szczekać. Jeśli Buddha siedziałby otoczony psami to nie doznałby oświecenia, wszystko byłoby na nic – ale nie, nie tak należy na to patrzeć. Zamiast tego można słuchać szczekania ze współczuciem i mądrością: ten pies jest taki szczęśliwy, że może sobie poszczekać. Zwróciliście kiedyś uwagę na to, jak psy lubią szczekać? To tak jak ze śpiewaniem w samochodzie. Lubimy to. Ale zamykajmy okna, bo inni nie lubią nas słuchać. Tak samo psy, one lubią szczekać, sprawia im to przyjemność, i bardzo dobrze – cieszę się, kiedy inni są szczęśliwi; psy są szczęśliwe kiedy szczekają, więc ja też jestem szczęśliwy. Jeśli zmieniam swoją percepcję, ten dźwięk nie jest już irytujący, ale piękny. O to właśnie chodzi w tym, że to nie dźwięk nam przeszkadza – to my zakłócamy sobie ten dźwięk. Ta świadomość daje nam moc; możemy zacząć słuchać mądrze.
Albo ktoś zasypia i chrapie. Dzwonią telefony. Próbowałem z tym walczyć przez lata. Jestem tu od trzydziestu lat i ani razu mi się nie udało. Zawsze coś się dzieje. Więc zamiast próbować kontrolować hałasy, nauczyłem się, jak ich słuchać. Myślę, że jeśli mamy ustanowić jakieś prawo to powinno to być prawo zakazujące negatywnego słuchania. Słuchania tak, że czujemy się zranieni; słuchania tak, że tracimy dobre zdanie o kimś, bo nie umieliśmy słuchać mądrze i ze współczuciem.
Źródło tego, o czym mówię sięga czasów, kiedy byłem mnichem w Tajlandii. Kultura w Tajlandii w tamtych czasach była bardzo konkretna: kiedy imprezowali, to nie tak jak teraz, że ludzie zaczynają o ósmej i kończą o pierwszej – nie, u nich impreza trwała trzy dni! Jak się zmęczyli, szli spać, potem wstawali i zabawa trwała dalej. Trzy dni imprezy. Ale nasz klasztor był tylko ok. kilometra od wioski, więc słyszeliśmy te imprezy. Wtedy nie było prądu, ale mieli generatory na benzynę i ogromne głośniki, i wzmacniacze, i okropną muzykę. Siedziałem w swojej chatce próbując medytować, a z wioski ryczała muzyka. Nie dało się ani medytować, ani spać. Kończyli zazwyczaj o drugiej w nocy, a ja musiałem wstać o trzeciej. Po pierwszej nocy, mnisi byli wykończeni. Stwierdziliśmy, że nie trzeba żyć i pozwalać żyć innym, więc może poprosimy mieszkańców wioski, żeby kończyli o pierwszej, tak, żebyśmy mieli przynajmniej dwie godziny snu. Czyli nie żyjcie i pozwólcie żyć innym, a śpijcie i pozwólcie spać innym. Ale jeden z głównych mnichów stwierdził, że pewnie nas nie posłuchają, więc postanowiliśmy iść do naszego mistrza, Ajahna Chaha. Ludzie naprawdę go szanowali; nawet się go bali. Wiedzieliśmy, że jeśli Ajahn Chah powie tym wieśniakom, żeby dali mnichom kilka godzin snu, to będą musieli to zrobić.
Ale kiedy spotkaliśmy się z mistrzem, on, zamiast pomóc nam z bezsennością, dał nam o wiele głębszą radę. Podzielił się z nami jedną ze swoich wspaniałych mądrości, które bardzo ceniliśmy; powiedział: „mnisi, to nie hałas przeszkadza wam – to wy przeszkadzacie hałasowi”.
To bardzo potężna nauka. To nie hałas nam przeszkadzał, ale nasza reakcja na niego. Pamiętam, jak powiedziałem do jednego z mnichów – nie ma go dziś tutaj – którego brat akurat przyjechał w odwiedziny i w klasztorze brakowało dla niego miejsca. Mnich zapytał czy w takim razie może przenocować w jego pokoju – powiedzieliśmy, że nie ma problemu. Ale jako, że powiedział, że dorastał razem z bratem i mieszkał z nim w jednym pokoju, powiedzieliśmy mu, że to nie to samo kiedy jest się dzieckiem i kiedy ma się pięćdziesiąt lat. On będzie chrapać, i ty też. „Ee, nie, będzie dobrze”. Ja oczywiście miałem rację – pierwsza zasada w naszym klasztorze: opat ma zawsze rację, a kiedy się myli, wróć do zasady nr. 1 – i jak tylko poszli spać, jego brat zaczął chrapać, i mnich nie mógł zasnąć. Wiecie, jak trudno jest zasnąć, kiedy ktoś chrapie. Ale na szczęście mnisi wiedzą, jak sobie radzić z takim problemami.
I tak jak w tej nauce Ajahna Chaha – „to nie hałas wam przeszkadza, ale ja przeszkadzam chrapaniu” – zaczął zmieniać swoją percepcję tego chrapania.
Powiedział mi następnego ranka, że zaczął sobie wyobrażać, że chrapanie było jak symfonia Beethovena. Albo jak współczesna muzyka - której ja nie rozumiem – z narastaniem dźwięku przy wdechu i sekcja dęta przy wydechu. Bawił się swoją percepcją. Zajęło mu to chwilę, ale siła wyobraźni jest ogromna i po niedługim czasie, zaczął słyszeć chrapanie jako eksperymentalne dźwięki jakiegoś nowoczesnego utworu. Następnym co pamiętał, było obudzenie się o poranku, po spokojnie przespanej nocy. Udało mu się zmienić własną percepcję chrapania z czegoś irytującego na coś pięknego.
Kto w dzieciństwie nie lubiał bajek?
Bajki były piękne, interesujące i miały ogromny wpływ wychowawczy na jakość życia w tym przede wszystkim moralnego i duchowego.
Szkoda, że dzisiaj dzieci karmione są bajkami o treści często brutalnej, grami, które nie wiele mają wspólnego z kształtowaniem takich cech jak miłość, współczucie, szacunek do wszelkich form życia.
Tradycyjne kultury buddyjskie nie dzielą bajek na bajki dla dzieci i dla dorosłych, wiek nie ma znaczenia. Przesłanie jest jednakowe dla wszystkich i zawiera się w prostych, życiowych pytaniach: Co jest dobre? Co jest złe? Jak było niegdyś? Jaki jest właściwy sposób życia?itp...
Bajki, które tutaj sobie umieściłam - to buddyjskie bajki zwane Dżataki. (autor:
Rafe Martin) To nie tylko najstarsze, ale i najpopularniejsze bajki, które były inspiracją dla wielu pisarzy, bajkopisarzy (spotkać można w wersach bajek Ezopa, Baśnie z Tysiąca i Jednej Nocy, czy we współczesnej Księdze Dżungli Kiplinga).
Będące skarbnicą wiedzy o kulturze Wschodu, Dżataki uznane zostały z biegiem czasu za przekazywane przez tradycję ustną pouczenia samego Buddy, który opisał w nich swoje przeszłe wcielenia, kiedy odradzał się jako zwierzę, człowiek, bóg albo duch.
Więcej szczegółów na pięknej stronie poświęconej naukom buddyjskim, w tym i bajkom oraz filmiki, sporo z polskim tłumaczeniem, a nawet lektorem polskim. Uwielbiam tam zaglądać: Wszystkie bajki: http://sasana.pl/glodna-tygrysica-bajki-buddyjskie
Miłość i przebaczenie idą w parze. Nie można mieć jednego bez drugiego.Miłość i przebaczenie to klucz do uzdrowienia duszy i ciała.
......
Hawajski obrzęd uzdrawiania - Ho'oponopono.
Link: Hawajski obrzęd uzdrawiania.....
Ho'oponopono Meditation: link
If I can stop one heart from breaking, I shall not live in vain;
***
I still find each day too short
for all the thoughts I want to think,
all the walks I want to take,
all the books I want to read,
and all the friends I want to see.
********
22eagless@gmail.com
********
Only Love is Real
-
Only Love is Real
Tylko miłość jest prawdziwa - nawet wroga pokonasz miłością.
Życie to pieśń - Miłość to liryka.
Only Love is Real
tą przepiękną...
Kocham Moich Internetowych Przyjaciół...
-
*Pytanie od An?*
Tym razem - to ja Maria tutaj się rozgościłam.
Wkrótce moje urodziny. Ten piękny torcik ze świeczkami to prezent od *An* ,
która mi tak c...
1. To co widzisz w ludziach i otaczającej Cię rzeczywistości, jest odbiciem Twojego własnego wnętrza. Chcesz widzieć więcej dobra, rozwiń je najpierw w sobie.
2. Widzisz świat takim, jakim chcesz go widzieć. To Ty kreujesz rzeczywistość wokół siebie poprzez sposób swojego myślenia.