Tytuł dziesiejszego posta zaczerpnęłam z komentarza Marcina, który z entuzjazłem przekazuje naturalne metody zapobiegania i leczenia schorzeń, opierając swoją wiedzę głównie na długoletnim doświadczeniu i wiedzy dr Morse. (link, ink)
Fragment z Komentarza Marcina: powiem szczerze, że w życiu bym nie powiedział, że zioła mają taką moc i na dzień dzisiejszy nie mogę kompletnie zrozumieć, jak daliśmy się przekręcić na leki chemiczne, skoro natura potrafi zdziałać takie cuda!!! No, ale wracamy do korzeni...)
Ten komentarz to odpowiedź na mój wpis. Podzieliłam się swoim doświadczeniem z ostatnio przebytej kuracji ziołowej. Na mój wpis zareagowało parę osób, które do mnie napisały z prośbą o nazwę ziółek, które użyłam. Szczególnie poruszany był problem wyrzutów skórnych, trądziku, egzemy, plamek czerwonych na skórze.
A to fragment mojego wpisu:
Kupiłam w aptece zioła na oczyszczenie jelit i pozbycie się pasożytów. Właściwie nie z myślą o sobie, gdyż uważałam, że u mnie jelita już od dawna są w porządku. Kupiłam je więc z myślą o najbliższych i innych, którzy absolutnie nie mają zamiaru zmienić diety, oczyścić jelita, a cierpią na chroniczne zaparcia i różne trawienne kłopoty.
Nigdy nic nie polecam nikomu, dopóki nie sprawdzę na sobie.
Tak więc zaczęłam z tymi ziółkami.
Powiem krótko, byłam zdziwiona i zaskoczona działaniem tych ziół.
REWELACYJNE!
Przekonałam się, że moje jelita nie były aż tak 'w porządku' jak przypuszczałam.
To mnie bardzo zaskoczyło.
A piszę o tym dlatego również, że po raz pierwszy w życiu zniknęła mi tendencja do wyrzutów skórnych.
Paru osobom poleciłam te ziółka i też są bardzo zadowolone.
Kuracja tymi ziołami trwała miesiąc.
Zalecane jest kurację powtórzyć. 3 razy. Można ją traktować indywidualnie.
Ja obecnie powtarzam kurację, ale tym razem wzięłam CandiGone, które jest bardziej ukierunkowane na drożdże. Jestem w połowie. Jak dla mnie nie jest to dobry wybór. Lepiej gdybym powtórzyła ParaGone.
Wiele osób ma problemy skórne w mniejszym, czy nawet dużym stopniu. Skóra to nasza Trzecia Nerka - znów koniecznie odsyłam do wykładu Marcina. W prosty sposób dowiemy się o co w tym wszystkim chodzi.
Trzecia Nerka.
A wracając do moich ziółek, chciałam zaznaczyć, że nic nie reklamuję, piszę tylko odpowiedż na prośby. Ziółka dla mnie spęłniły swoje zadanie, napewno będę z nich korzystać przynajmniej raz w roku, lub w razie potrzeby i więcej razy. Tylko z ParaGone.
Kupiłam je w polskiej, ziołowej aptece, lecz nie w Polsce, a w USA. Przypuszczam, że w Polsce można je dostać również.
Celem tych ziółek/suplementów jest wewnętrzne, mikrobiologiczne oczyszczenie przy pomocy naturalnych składników oraz uregulowanie zdrowej równowagi bakteryjnej w jelitach.
ParaGone pomaga usunąć pasożyty z organizmu. To silny anty-pasożytniczy, antybakteryjny, przeciwgrzybiczy i przeciwzapalny skład ziół.
Reakcja, przynajmniej u mnie była bardzo pozytywna, żadnych sensacji, typu wymioty, biegunki, czy bóle w czasie kuracji. Bardzo łagodnie, można powiedzieć niezauważalnie kuracja przeszła, oprócz tego, że efekt był dla mnie zaskakujący. Przekonałam się, że jednak nie jesteśmy wolni od pasożytów.
Poza tym ParaGone zalecane jest dla podróżujących.
Dołączona jest dokładna instrukcja korzystania z ziół. Jest dwie wersje sugerowane i trzecia wersja indywidualna.
Ja zastosowałam wersję tzw. pełną.
Sugerowana jest dla początkujących i osób z niską wagą tzw. wersja połówkowa.
Oczywiście, przy poważnych schorzeniach, przy zażywaniu różnych leków lub nawet przy niepewności, zalecane jest wcześniej skonsultować się z lekarzem.
Dodam jeszcze, że jedyną 'wadą' tych ziółek jest dość wysoka cena, co juź wcześniej mnie od nich odsunęło. Pomyślałam, że raczej więcej tu biznesu, niż pożytku. Ileś osób chce na nich zarobić. Ceny są w granicach od 26 do 35 $$. Jeśli ktoś decyduje się je zakupić, warto poszukać cierpliwie dobrej ceny.
Ja jednak nie żałuję, że je kupiłam.
I na koniec Marcina wykład - dalszy ciąg tematu Trzecia Nerka.
"Leki sterydowe - egzema, łuszczyca, atopowe zapalenie skóry".
Koniecznie, warto!
---------
https://www.rawstaurant.blogspot.com/
https://www.youtube.com/user/RAWstauracja
Monday, March 19, 2012
Thursday, March 15, 2012
Dramaty zwane miłością.
Nie żeń się, bądź szczęśliwy.
Znany guru od spraw małżeńskich, o którym już pisałam tutaj, wykładowca, pastor i spiker TV show Mark Gungor tak właśnie radzi - Don't Marry, Be Happy./ Nie żeń się, bądź szczęśliwy/.
Postaram się swoimi słowami przekazać dlaczego Mark Gungor tak właśnie uważa.
Z jego punktu widzenia jest to dość proste. Jeśli uważamy, że małżeństwo uczyni nas szczęśliwymi, jesteśmy w wielkim błędzie.
Mark Gungor pomógł wielu zagubionym parom odnależć się, wielu młodym spojrzeć na relacje męsko-damskie nie tylko z czysto fizycznej strony, ale przede wszystkim z duchowej. Wydawałoby się, że prowadzi coś w rodzaju nudnych kazań. Wystarczy jednak raz posłuchać jego wykładu, aby przekonać się, że świetnie posługuje się śmiechoterapią. Na jego wykładach, każdy, nawet najpoważniejszy temat przerywany jest wybuchami spontanicznego śmiechu.
Co ma znaczyć - Nie żeń się, bądź szczęśliwy.
Czy małżeństwo to tylko dramaty, a wolność i samotność to szczęście?
Ciekawa jestem jak konkretny czytelnik, który czyta teraz ten tekst, odpowiedziałby na takie pytanie, np. kolegi, siostry, itd.:
Poradź mi proszę, czy powinnam/powinienem ożenić z tą oto osobą. Kochamy się, to oczywiste, ale wiesz, chcę wiedzieć napewno, czy nie popełnię błędu.
Ja zazwyczaj w takiej sytuacji odpowiadam żartem, słowami dr Woya Wojciechowskiego:
Sam musisz zdecydować. Lecz jakąkolwiek podejmiesz decyzję - będziesz żałował.
Nie poślubiaj kogoś myśląc, że ktoś cię uszczęśliwi. Kiedy jeden z małżonków lub obydwoje w małżeństwie wychodzą z tego założenia, tworzą wówczas najbardziej nieszczęśliwą parę.
Tak mówi Mark Gungor.
Czy można być szczęśliwym w małżeństwie?
Oczywiście, można. Lecz ludzie, którzy są zadowoleni i szczęśliwe w swoich małżeństwach, nie są zadowoleni i szczęśliwi, ponieważ są małżeństwem. To nie małżeństwo lub osoba, którą poślubili uczyniły ich szczęśliwymi. Oni poprostu są szczęśliwi i spełnieni w życiu, bez względu na małżeństwo.
Rzeczywistość jest taka, że błędnie rozumujemy małżeństwo, jeśli szukamy mężczyzny lub kobiety, która/który ma sprawić, że bedziemy szczęśliwi.
Szczęścia nie szukajmy w małżeństwie.
Szczęścia nie szukajmy w drugiej osobie.
Najbardziej samotni i nieszczęśliwi ludzie na świecie to ci ze ślubną obrączką na palcu. Smutne to, ale prawdziwe.
Wszystkie romantyczne nowele, filmy, wzruszająca romantyczna poezja, muzyka i programy telewizyjne sprzedają kłamstwo, sugerując, że prawdziwą odpowiedzią na znalezienie zadowolenia w życiu jest znaleźć własciwą osobę, znaleźć swoją miłość, swoje dopełnienie, i ona/on nas uszczęśliwi. Nic bardziej mylnego. Ta wizja daleka jest od prawdy. W swej książce "Laugh Your Way to a Better Marriage"/ PRZEZ ŚMIECH DO LEPSZEGO MAŁŻEŃSTWA/, Mark Gungor pisze:
Udane małżeństwo nie jest wynikiem dwóch pustych dusz, które odnalazły się, i mają nadzieję wzajemnie się uzupełniać. Dwie puste, niespełnione dusze, które zawarły związek małżeński będą tworzyć związek dwóch pustych, niespełnionych dusz.
Udane małżeństwo jest możliwe tylko wtedy, gdy dwoje kompletnych i szczęśliwych ludzi spotyka się w celu budowania wspólnego życie. Oni nie potrzebują innych, aby być naprawdę szczęśliwymi, kompletnymi, spełnionymi, również emocjonalnie. Oni już są szczęśliwi i spełnieni, łączą się ze sobą i czerpią korzyści z małżeństwa.
Biblia mówi, że "dwóm jest lepiej niż jednemu." Ale to jest prawdziwe tylko wówczas, jeśli są dwie zdrowe, stabilne emocjonalnie i szczęśliwe istoty ludzkie.
Jeśli jesteś wolny, ale czujesz się nieszczęśliwy, samotny, niekompletny i pusty, to na miłość Boską, zrób coś, aby stać się w pełni kompletnym, zanim wstąpisz w związek małżeński - radzi Mark Gungar.
Niezliczona liczba małżeństw kończy się rozwodem nie z innego powodu jak przede wszystkim z tego, że myślą, że są nieszczęśliwi z powodu 'obecnego' małżeństwa. Rozchodzą się i znajdują innego mężczyznę lub kobietę, są pewni, że nowy partner/ka przyniesie im szczęście ... Jednak po jakimś czasie, z nowym partnerem sytuacja się powtarza. Niektórzy przechodzą z jednego partnerstwa do drugiego, a nawet zawierają kolejne związki małżeńskie i nigdy nie mogą nauczyć się, że prawdziwe szczęście nie przychodzi, ani nie zależy od drugiej osoby.
Ci którzy są rozwiedzeni lub są w trakcie rozwodu powinni dobrze zgłębić to zagadnienie. Faktem jest, w większości przypadków, jeśli małżonkowie potrafiliby zrozumieć, że ta druga osoba nie jest po to, aby nas "uszczęśliwić", jeśli przestaliby być tak obrzydliwie egoistyczni i egocentryczni, a także, jeśliby przestali oczekiwać od małżonka, że uczyni go cały czas diabolicznie szczęśliwym, nigdy by do rozwodu nie doszło z tego powodu.
Większość ludzi, szczególnie kobiety, łudzą się w swych marzeniach, że rozwód to koniec problemów i bólu, które ten związek im przysporzył. Nowy partner sprawi, że będą szczęśliwe. Życie pokazuje nowe rozczarowania, nowe, a nawet większe dramaty. Jeśli wszystkie brudy z poprzedniego związku nie zostały oczyszczone, będą dodatkowym bagażem w nowym związku.
Nowy chłopak lub dziewczyna, nowy kochanek, nowy małżonek nie są rozwiązaniem. W rzeczywistości, sutuacja jeszcze bardziej się komplikuje. Często gęsto wciągnięte są w to niewinne dzieci.
Nowy partner wydaje się zawsze bardziej atrakcyjny, seksualnie i uczuciowo, co sprawia, że nie widzimy obiektywnie. (więcej informacji: Mark Gungor "Sex Makes You Stupid"/Sex Czyni Cię Głupim/).
Nie jest więc dobrze spieszyć się z podjęciem decyzji. Trzeba dać sobie odpowiednią ilość czasu na uzdrowienie siebie, a jeśli są dzieci, trzeba przede wszystkim na nich się skupić, nie na randkach.

glitter-graphics.com
Biblia mówi bardzo jasno, że Bóg ma być źródłem naszego szczęścia. To bałwochwalstwo, jeśli robimy inną osobę "bogiem" i wyznacznikiem naszego szczęścia. Niezależnie od tego, czy aktualnie jesteśmy w związku małżeńskim, czy jesteśmy wolni, rada jest taka sama:
Nie oczekuj, że mężczyzna lub kobieta uczyni Cię szczęśliwym. Naucz się być szczęśliwym, spełnionym, wierzyć w siebie. Jeśli nie potrafisz być szczęśliwy bez kogoś, nigdy nie będziesz szczęśliwy z kimś.
W Polsce odbywają się specjalne konferencje dla małżeństw na których wykorzystywane są wykłady Marka na podstawie nagrań DVD. Jest to zestaw 3 DVD (rok prod. 2012, czas nagrania 236 minut, napisy PL)
Tematy zestawu:
• Opowieść o dwóch mózgach
• Klucz do niesamowitego seksu
• Jak razem żyć i się nie pozabijać
Tutaj możemy zobaczyć fragmenty jednej z takich konferencji:
„Śmiej się i buduj lepsze małżeństwo”
----------------------------------------------------
Dla tych, którzy chcą popracować nad swoim ego, naprawić swoje relacje partnerskie, proponuję posłuchać:
Związki Oświecone
Tuesday, March 13, 2012
Moja Wegańska Historia.... z cyklu Moja Historia
Historia Igevvy z blogu:
http://weganizm.blox.pl/html
Kiedyś obiecałam, że opiszę swoją "historię", ale nie mogłam się do tego zabrać. Moja wegańska historia jest bardzo prosta i "krótka". Od dziecka kochałam zwierzęta i kiedy dowiedziałam się, że kotlety robi się z krów, odmawiałam jedzenia mięsa w domu. Oczywiście życie jest bardziej skomplikowane, szczególnie dla dzieci. Mimo wzniosłych myśli za czasów młodości, na weganizm przeszłam dopiero kiedy miałam 27 lat, w roku 1986. Wcale nie wiedziałam wtedy o cierpieniu zwierząt wykorzystywanych do produkcji nabiału i jaj. Po prostu uważałam, że ludzie nie powinni wykorzystywać innych istot w żadnym celu. Weganizm był moim noworocznym postanowieniem. Kiedy jednak dotarły do mnie filmy z farm przemysłowych, wtedy zrozumiałam, że weganizm nie jest zwyczajnie etycznym wyborem, ale jedynym sposobem na zakończenie przemocy wobec bezbronnych zwierząt.
Kiedy byłam młodsza, chodziłam na demonstracje, rozdawałam ulotki, namawiałam znajomych… tak jak wszyscy, którzy nie potrafią się zgodzić na istnienie milionów obozów koncentracyjnych dla zwierząt hodowanych na mięso i mleko. Teraz, mieszkając na uboczu, staram się jak najczęściej uzupełniać ten blog i stronę o weganizmie. http://www.weganizm.com/
Otworzyłam też nową pod-stronkę na tym blogu zatytułowaną "O mnie", gdzie wrzuciłam kilka zdjęć z dzisiejszego popołudnia…
http://weganizm.blox.pl/strony/omnie.html
----------------------------------------------------------------
Igevvy blog:
http://weganizm.blox.pl/html
i piękna strona pełna cennych informacji, wege przepisów, linki do wege stron, przyjaznych restauracji i sklepów w całej Polsce, i wiele, wiele innych super tematów. Wszystko pięknie posegregowane. Tutaj można znaleźć wszystko.
http://www.weganizm.com/
----------------------------------------------------------------
Informacje na temat .... Moja Historia:
Aby niemożliwe stało się możliwe
z cyklu ... Moja Historia
http://weganizm.blox.pl/html
Moja wegańska historia
Kiedy byłam młodsza, chodziłam na demonstracje, rozdawałam ulotki, namawiałam znajomych… tak jak wszyscy, którzy nie potrafią się zgodzić na istnienie milionów obozów koncentracyjnych dla zwierząt hodowanych na mięso i mleko. Teraz, mieszkając na uboczu, staram się jak najczęściej uzupełniać ten blog i stronę o weganizmie. http://www.weganizm.com/
Otworzyłam też nową pod-stronkę na tym blogu zatytułowaną "O mnie", gdzie wrzuciłam kilka zdjęć z dzisiejszego popołudnia…
http://weganizm.blox.pl/strony/omnie.html
----------------------------------------------------------------
Igevvy blog:
http://weganizm.blox.pl/html
i piękna strona pełna cennych informacji, wege przepisów, linki do wege stron, przyjaznych restauracji i sklepów w całej Polsce, i wiele, wiele innych super tematów. Wszystko pięknie posegregowane. Tutaj można znaleźć wszystko.
http://www.weganizm.com/
----------------------------------------------------------------
Informacje na temat .... Moja Historia:
Aby niemożliwe stało się możliwe
z cyklu ... Moja Historia
Saturday, March 10, 2012
Flebotomia - upuszczanie krwi - Igła.
Flebotomia - upuszczanie krwi.
Puszczanie krwi (upuszczanie krwi, flebotomia) – zabieg zaliczany do pseudoleczniczych, często wykonywany w dawnej praktyce medycznej. Znany już od starożytności i popularny aż do końca XIX w. Flebotomia polega na wycofaniu z układu krwionośnego znaczącej ilości krwi. Dawniej wierzono iż zapobiega powstawaniu wielu chorób i przypadłości. Obecnie praktyka ta ze względu na brak potwierdzonej skuteczności została zarzucona z wyjątkiem kilku nielicznych przypadków. W przeszłości użycie tej metody może wydawać się uzasadnione jedynie w przypadkach nadciśnienia ze względu na brak znajomości innych środków leczniczych. Upuszczenie krwi mogło powodować korzystne objawy u pacjenta poprzez zmniejszenie ciśnienia krwi, co było wynikiem spadku objętości krwi w organizmie.
Współcześnie z dawną flebotomią powiązane są głównie procesy pobierania próbek krwi do późniejszej analizy oraz transfuzję. Leczniczo termin flebotomia oznacza upuszczanie pewnych ograniczonych ilości krwi w ściśle określonych chorobach, takich jak m.in.: hemochromatoza, czerwienica, porfiria, w tych przypadkach ma na to na celu zredukowanie ogólnej liczby czerwonych ciałek krwi.
Puszczanie krwi w starożytności.
Flebotomia jako metoda lecznicza była znana już od najdawniejszych czasów, stosowali ją m.in.: mieszkańcy Mezopotamii, Egiptu, Grecji, Majowie i Aztekowie. W Grecji praktyka ta była powszechna w okresie życia Hipokratesa, który wprawdzie o niej wspominał, ale zalecał głównie dietę jako najważniejszy środek leczniczy. Herofilus zalecał stosowanie upuszczania krwi. Archagatus, grecki lekarz praktykujący w czasach republiki rzymskiej, stosował flebotmię bardzo często u swoich pacjentów i dlatego zyskał opinię najbardziej „krwawego”.
Popularność puszczania krwi w starożytnej Grecji miała swe źródło także w teoriach Galena, który odkrył, że żyły nie są wypełnione powietrzem atmosferycznym, jak wcześniej sądzono, ale krwią. Galen uważał, iż krew po swoim powstaniu ulega zużyciu (a nie krąży w obiegu zamkniętym tak jak jest to w rzeczywistości), tak więc "zastój" krwi według niego miał powodować powstawanie "trucizn" i "ekskrementów". Drugą ważną zasadą sformułowaną przez niego była tzw. równowaga 'humorów (albo soków)', od której miał zależeć stan zdrowia. Galen wyróżniał cztery humory (soki): krew, flegmę, czarną i żółtą żółć co było pewnego rodzaju odniesieniem do czterech klasycznych elementów greckiego wszechświata: ziemi, powietrza, ognia i wody. W galenowskiej medycynie krew była najważniejszym z humorów, którego ilość w organizmie musiała pozostawać pod kontrolą. Aby utrzymać równowagę humorów, Galen zalecał lekarzom by usuwali nadmiar krwi lub też prowokowali wymioty za pomocą środków wymiotnych albo podawali środki moczopędne.
Galen stworzył nawet kompletny system wiedzy o tym, jak duże ilości krwi powinny być "wytoczone" z organizmu chorego, wszystko zależało od jego wieku, budowy fizycznej, pogody i miejsca.
Objawami, które uzasadniały stosowanie flebotomii miały być gorączka, ból głowy, udar mózgu.
Wikipedia - więcej:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Puszczanie_krwi
Aktualne badania potwierdzają, że honorowi dawcy krwi są o wiele zdrowsi, odporniejsi, a średnia długość ich życia przewyższa typową średnią.
Do łask powróciła również metoda upuszczanie krwi przy pomocy pijawek:
Na temat upuszczanie krwi jest wiele materiałów w Internecie.
Ostatnio krąży na stronach polskich i zagranicznych, na forach także, artykuł pod intrygująco brzmiącą nazwą- "Igła ratuje życie". Bardzo ciekawy, brzmi przekonywująco i bardzo optymistycznie, kończy się - poleć znajomym.
Przesyłany jest również pocztą emailową w rodzaju tzw. poczty łańcuszkowej. Podaj dalej.... liczba adresów rośnie.
Powiem szczerze, nie jeden już raz takie tasiemce adresów zdarzało mi się otrzymać, najczęściej od znajomych, bardzo życzliwych osób, w dobrej wierze.
Z przykrością, ale zawsze takie łańcuszki lądują w koszu, i proszę adresata, żeby mi nigdy takich emaili nie przesyłać, chociaż byłyby prosto z nieba.
Tym razem i "Igła" dotarła i do mnie. W pierwszej chwili, gdy zobaczyłam łańcuszek adresów... nie powiem co, ale coś mnie zaczęło trafiać... jakiś szlak... i poszłam tym szlakiem na zwiady. Jak to jest z tą Igłą ratującą życie. Skoro pijawki wypiją krew i jest dobrze, krwiodawstwo też jest zdrowe, upuszczanie krwi nawet samoistne też jest zbawienne, choćby krew z nosa daje wielką ulgę przy wysokim ciśnieniu, chroni przed wylewem, i jeszce by się wiele pozytywów znalazło z upuszczaniem krwi.
Tak więc, czy jest to możliwe, że igła ratuje życie. Wg. mnie - jest możliwe.
Zaznaczam nie jestem ekspertem, to tylko moje zdanie.
Ogólnie znalazłam bardzo wiele kontrowersyjnych wypowiedzi, krytykujących naiwność czytelników, którzy popierają Igłę. Też się nie dziwię.
Wiele osób również zafascynowała ta metoda.
Miałam nadzieję, że znajdę wypowiedzi osób, które są związane zawodowo z medycyną, szczególnie chińską. Nie udało mi się. Jeśli znajdę - dokleję link.
Znalazłam wypowiedź jednego lekarza, który nie podał nazwiska lub specjalizacji. Nie jestem przekonana, czy to jest wypowiedź lekarza:
http://atrapa.net/chains/igla-ratuje-zycie.htm
Mam nadzieję, że wkrótce pojawi się więcej wartościowych wyjasnień.
Co ja bym zrobiła w takiej sytuacji jaka jest opisana w poniższym artykule - Pierwsza pomoc przy wylewie - IGŁA RATUJE ŻYCIE.
Po pierwsze wezwałabym natychmiast karetkę, absolutnie nie wiozłabym poszkodowanego samochodem. Udar, czy podejrzenie udaru, to poważna sprawa i wymaga jak najszybszej interwencji lekarza. W oczekiwaniu na karetkę, zastosowałabym procedurę z igłą.
Nie wiem, czy ta metoda naprawdę jest pomocna, czy artykuł ten ma jakis ukryty cel, ale wiem napewno, że upuszczenie krwi nie zaszkodzi, a może pomóc.
Nie posyłałam dalej emaila nikomu, ale uznałam, że umieszczę go tutaj na blogu.
Informacja może komus przydać się, można ją zignorować.
Decyzja zawsze jest osobista.
Czas zweryfikuje, ile w tym artykule jest prawdy. Jesli nawet małe ziarnko, to warto tym ziarenkiem dzielić się.
A to już artykuł.
*********************
IGŁA RATUJE ŻYCIE
Porada chińskiego profesora jak udzielić pierwszej pomocy ofiarom wylewu.
Trzymaj w domu strzykawkę lub nawet zwykłą igłę do szycia lub prostą szpilkę.
To jest zdumiewające jak w nietypowy sposób można odwrócić skutki wylewu.
Kiedy dochodzi do wylewu, naczynia krwionośne w mózgu stopniowo pękają. Kiedy zdarzy ci się być świadkiem wylewu n i e p a n ik u j.
Nie ma znaczenia, w jakim miejscu znajduje się chory.
Nie ruszaj go z miejsca, ponieważ naczynia krwionośne popękają. Pomóż choremu usiąść w bezpiecznym miejscu, aby zabezpieczyć przed ponownym upadkiem.
Jeżeli masz w domu strzykawkę z igłą (byłoby to najlepsze), to dobrze, jeżeli nie, to wystarczy igła do szycia lub szpilka.
1. Umieść igłę nad ogniem, aby ją wysterylizować. Następnie nakłuj czubki wszystkich 10-ciu palców
2. Nie ma specjalnego punktu akupunkturowego, po prostu nakłuwaj w odległości 1 mm od paznokcia............
3. Nakłuwaj, aż pokaże się krew.
4. Jeżeli krew nie zacznie wypływać, uciskaj opuszki palców chorego, aż do wypłynięcia krwi z nakłutych miejsc.
5. Kiedy wszystkie 10 palców już krwawi, poczekaj kilka minut. Chory powinien odzyskać przytomność w tym czasie.
6. Jeżeli usta chorego są wykrzywione, nacieraj uszy chorego aż będą czerwone.
7. Następnie nakłuj płatki uszu dwukrotnie, aż wypłyną po 2 krople krwi z każdego płatka .
8. Poczekaj aż chory powróci do normalnego stanu I zabierz go wtedy do szpitala.
Jeżeli nie zrobi się tego co powyżej, a chory jest zabrany przez pogotowie, to w czasie transportu od wstrząsów na drodze popękają naczynia krwionośne w mózgu.
Nauczyłem się, że upuszczanie krwi ratuje życie, od chińskiego lekarza Ha Bu Ting, który mieszka w Sun Juke. Następnie doświadczyłem tego w praktyce, dlatego też mogę powiedzieć, że metoda ta jest skuteczna w 100 %.
W 1979 roku uczyłem w Fung Gaap College w Tai Chung. Pewnego popołudnia miałem wykład, kiedy inny wykładowca wpadł do mojej sali i w przerażeniu wykrzyknął: Panie Liu, chodź natychmiast, nasz kierownik dostał wylewu.
Kiedy zobaczyłem naszego kierownika, Pana Chen Fu Tien, był blady, jego mowa była bardzo niewyraźna, jego usta były wykrzywione i miał wszystkie objawy wylewu. Natychmiast poprosiłem jednego ze studentów, aby pobiegł do najbliższej apteki I kupił strzykawkę, którą ponakłuwałem opuszki palców chorego.
Kiedy wszystkie 10 palców krwawiły (krople krwi wielkości ziarna grochu), nacierałem jego uszy. Po kilku minutach twarz pana Chen odzyskała kolor i pojawił się blask w oczach, ale jego usta ciągle były wykrzywione.
Więc pociągałem jego uszy, aby napłynęła krew. Kiedy uszy były już czerwone, nakłułem płatki uszu dwukrotnie do pojawienia się dwóch kropli krwi na każdym uchu. W przeciągu 3-5 min usta powróciły do normy i jego mowa stała się wyraźna.
Pozwoliliśmy mu odpocząć przez chwilę, a następnie podaliśmy filiżankę herbaty. Po czym sprowadziliśmy go na dol i zawieźliśmy do szpitala.
Pozostał w szpitalu przez noc, a następnego ranka powrócił na uczelnie na zajęcia. Wszystko powróciło do normy. Nie było żadnych zmian chorobowych. Zwykle ofiary wylewu cierpią z powodu nieodwracalnych pęknięć naczyń krwionośnych w mózgu w czasie transportu do szpitala, w wyniku czego nigdy nie powracają do pełnego zdrowia.
Szczęśliwcy pozostają przy życiu - sparaliżowani do końca życia.
Jeżeli będziemy pamiętali o metodzie upuszczania krwi i rozpoczęciu ratowania życia natychmiast, w krótkim czasie ,ofiary wylewu będą uratowane i powrócą do normalnego życia w 100 %
PROSZĘ PRZEŚLIJ I N N Y M
**********************
Czy Igła może uratowac życie ofiarom udaru mózgu?
Niech każdy odpowie sobie sam na to pytanie.
Ja cieszę się, że otrzymałam ten email i wielkie dzięki dla Nadawcy.
-------
Na koniec Pierwsza Pomoc. Tym razem na wesoło:
http://youtu.be/aBEKM5kxL5s
Subscribe to:
Posts (Atom)
Moje motto:
"Nie rób tego, co ja chcę, abyś robił. Rób, to co TY chcesz robić. Podążaj za swoimi marzeniami".
Cytat:
Wegetarianizm stanowi kryterium, dzięki któremu możemy poznać, czy czyjeś dążenie do moralnej doskonałości jest prawdziwe i szczere. - Lew Tołstoj

Powered byIP2Location.com










